Zawody

GRUDNIOWE “NOWE” KRĄPIE.

           Początek grudnia przyniósł dodatnie temperatury dochodzące do dziesięciu stopni Celsjusza. Nie mogliśmy przepuścić takiej okazji i nie spędzić tego dnia na rybach. Tym razem towarzyszył mi sympatyczny zawodnik z błońskiej dziewiątki Sebastian Góźdź. Jako, że ostatnio błońskie glinianki zawodzą i ryba nie bierze, postanowiliśmy przyjechać do Natolina. Wody tu są głębokie i dość trudne techniczne, ale mają jeden podstawowy plus, są bardzo bogate w ryby. Dominują oczywiście ryby mniejsze, ale należy pamiętać, że glinianki niemal codziennie ulegają ogromnej wędkarskiej presji. Nie można łowisk tego typu porównywać z rybnymi zimowiskami lub miejscami gdzie teraz grupują się ryby, ale śmiało można rzec, że łowisko jest idealne na taką zimę jaką mamy za oknem. Włodarzem akwenów jest koło nr 11 z Grodziska Mazowieckiego.

Glinianka “Nowa”. Miejsce naszego treningu.

Przed łowieniem przyszedł czas na badanie głębokości. Sebastian wygruntował nieco ponad 3 metry z gwałtownym spadkiem w kierunku mojego stanowiska, dlatego nie obyło się bez precyzyjnego kubkowania. Mieszanką podstawową była glina i ziemia , doklejona klejem oraz mięsna wkładka w postaci dżokersa.  Sebastian użył też około 100 gram zanęty spożywczej w postaci słonego Gros Gardonsa Sensasa. Ja, wariant spożywczy w postaci około 150 gram zanęty wymieszałem z Argilą Brune i większą ilością kleju. Grunt w moim łowisku wynosił ponad 4 metry i to już na 9 metrze mojej tyczki, dlatego zmuszony byłem dość mocno się dociążyć. Dywanem pod podaną zanętę był oczywiście dżokers w glinie.

Moja wersja z gliną Argile.

 

Zarówno ja jak i Sebastian “wykubkowaliśmy”  łowisko.

Brania zaczęły się zaraz po wrzuceniu zanęty. Na początku w naszych podwodnych stołówkach zaroiło się od krąpików. Pamiętajmy jednak, że pora już raczej świąteczna, dlatego nie wybrzydzaliśmy. Każda rybka cieszyła, szczególnie, że raz na jakiś czas na haku meldowała się także czerwonooka płoteczka. Jak to czasem bywa żaden większy bonus gumy nie wyciągnął, ale nasz trening i tak udał się w stu procentach.

12Duża ilość brań nie pozwala się nudzić.

 

Dopisała pogoda, humory i rybki. Może czasem wiatr zabujał wędką za mocno, ale całe łowienie było na tyle komfortowe, że jakieś tam podmuchy i to od czasu do czasu, nie robiły na nas żadnego wrażenia.

Zimą cieszą nawet takie rybki.

 

Sebastian rozłożył zestawy z gramowymi spławikami. Ja zastosowałem jeszcze lżejszy wariant w razie gdyby ryby były chimeryczne lub nie chciały współpracować. Bardzo powolny opad miał być receptą na nasze grudniowe ryby. Po łowieniu obaj przyznaliśmy, że przy tak dobrych braniach zestawy, nawet dwugramowe nie byłyby przesadą. Nasze wyniki byłyby jeszcze lepsze, gdybyśmy szybciej eksportowali nasze przynęty w pobliże dna. Nie przewidzieliśmy jednak, że mimo lodowatej wody, ryby będą tak wspaniale reagowały na nasze przynęty. Jako ciekawostkę napiszę, że spławik został unieruchomiony dopiero po wstawieniu czterech pinek podczas szukania bonusów.  Każdy inny wariant zupełnie nie przeszkadzał krąpikom i płociom.

16Po ostatnim deszczowym łowieniu taka, słoneczna pogoda mocno poprawia humor.

 

Po tym treningu Sebastian przyznał, że nałowił się do syta i kończy sezon w tym roku. Ja jakoś dziwnie przeczuwam, że jeszcze wyciągnę go na ryby.

Końcowy rezultat Sebastiana złowiony w niecałe 3 godziny.

Za sekundę wszystkie rybki odzyskają wolność.

 

Jeszcze tylko ostatnie fotki i..

 

Połamania!

PS. Zwracajcie uwagę na bezpańskie psy i koty. Szczególnie zimą, warto pomóc i dokarmić biednego zwierzaka. Ta czarna pantera, ze zdjęcia poniżej, dostała od nas przyjemny rybny poczęstunek.

Tekst i foto: Marcin Cieślak, foto: Sebastian Góźdź.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress