Zawody

MISJA POGORZELEC CZ. 2

                          Ostatnie, świetne okoniowe łowienie ponownie szybko przyciągnęło nas nad wodę. Musieliśmy sprawdzić czy historia powtórzy się przy zupełnie innej pogodzie. Co prawda poranek był chłodny, ale o pochmurnym niebie i dyskretnym chłodzie szybko musieliśmy zapomnieć. Dzień zapowiadał się upalnie! Zwiastowała to mgła i szybko wschodzące słońce. Z resztą sami zobaczcie…

 Ostatnie poprawki w mgielnych oparach.

Sprawnie i szybko płyniemy na nasze “okoniowe” miejscówki. Znamy je na pamięć.  Już za chwilę wszystko stanie się jasne. Pierwszy rzut i … łup! Paweł melduje garbusa. Okoń jest naprawdę przyzwoity, a na zawodach każdy amator “bocznego” brałby go w ciemno.

O phoenixowskich ” power smelt shadach” już wspominaliśmy! Ten kolor to killer na pasiaki.

 

Tradycyjnie uwalniamy.

Cierpliwe “batowanie” wody przynosi Pawłowi kolejne okonie. Ryby są jednak zdecydowanie mniejsze. Ja jestem bez brania i wiem, że tak dobrze jak na poprzedniej wyprawie już nie będzie. W końcu podwójne podbicie paprocha przynosi mi garbatego. Zieloniutki garbusek jak widać nie miał nic przeciwko zrobieniu sobie zdjęcia.

Słońce coraz wyżej, a brań coraz mniej. Musimy szybko zmienić miejscówkę, jeśli chcemy zdążyć przed zbliżającym się żarem. Tym razem stajemy na zakręcie. Tutaj niestety meldują się małe ryby w znacznych ilościach. Dopiero zmiana przynęty w końcu przynosi ładniejszego “percha”.

Ten “power impact” w kolorze niebieskim to przysmak pogorzelskich okoni.

Tak właśnie wygląda szybki okoniowy trening. Kilka miejscówek zostaje obłowionych w szerz i wzdłuż. Dla laika łowienie okoni może wydać się nudne, ale nic bardziej mylnego. Adrenalina towarzysząca przy każdym braniu jest wystarczająco duża, aby zadowolić nawet najbardziej zagorzałego pesymisty łowienia spinningowego.

 

Ryb jest mniej, niż przed tygodniem, co potwierdza  jedynie zasadę jak bardzo istotne jest wczesne bycie nad wodą. W godzinach południowych nie da się już łowić. Musimy wracać! Palące słońce jest nie do wytrzymania.

 

Ten garbaty miał już kontakt z wędkarzami. Wskazuje na to pióropusz na grzbiecie.

Wnioski wyciągnięte. Główki jigowe prowokują do brań mniejsze egzemplarze okoni. Tylko boczny trok i wolne prowadzenie na nieco dłuższym troku pozwala na skuteczne odławianie zieloniutkich pasiaków. Przy anemicznych braniach skutkowało również przytrzymanie paprocha w bez ruchu. Ze względów pogodowych łowienie było możliwe tylko kilka godzin. Zawsze to jednak dodatkowa nauka.

 Garbusek jak malowany.

Kolejny amator bocznego troka.

 Jeśli nie macie świadomości jakie ryzyko niesie ze sobą łowienie na Pogorzelcu, ten obrazek pokazuje to doskonale…

 

Na takich demonów prędkości na wodzie radzimy zwyczajnie uważać, inaczej skończy się kąpielą i przewróceniem łódki.

A można przecież tak … cicho i spokojnie.

Tekst: Piotr Cieślak, Marcin Cieślak, foto: Piotr Cieślak, Paweł Cieślak.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress