MISJA POGORZELEC.

                            Zniesmaczeni zawodami okręgowymi próbujemy wziąć rewanż na pogorzelskich okoniach. Wtedy lawinowo posypały się tu zera. Nam co prawda udało się zapunktować, ale były to pojedyncze ryby. W końcowym rozrachunku obaj z Pawłem uplasowaliśmy się w połowie stawki. Sportowa złość i ambicja nie pozwalała nam na przejście obok “sprawy” obojętnie.

Piąta rano! Wypływamy ze stanicy w Pogorzelcu. Dmuchający silny wiatr i niska temperatura jak na letnią porę roku to dobry prognostyk na okoniowy rewanż. Z racji tego, że nie są te zawody, a my dysponujemy nieograniczonym czasem mamy możliwość zbadania na echosondzie każdego podwodnego pagórka. Tym razem zaopatrzyliśmy się w dwie cumy, aby łódź ustawiać dla nas jak najlepiej i najwygodniej. Na zewnątrz chłodno, ale akwen to istny “wrzątek”. Temperatura wody wynosi prawie 27 stopni!!!  Wytypowanie pierwszej miejscówki padło na główne koryto rzeki.

Rzucamy! Pierwszy do boju rusza “power impact” na bocznym troku, wszak ta metoda króluje na zawodach. Dwa podbicia szczytówką i … jest! Pierwszy okoń to już fajny przyłów. Szybka miara wskazuje na 28 cm. Chwilę później Paweł trafia podobny okaz.

Jest nieźle! Kolejne garbuski to już tylko kwestia czasu. Dwa następne rzuty i znów przy łódce melduje się pasiak podobny do poprzedniego. Okoniowy amok trwa! Paweł wyjmuje pierwszą trzydziestkę. Za chwilę ja dorównuje kompanowi z łódki. Łowisko jednak szybko się “przeławia”, ponieważ między pięknymi garbusami trafiają się maluchy przypominające narybek. Zmiana przynęt skutkuje tylko na chwilę, więc postanawiamy zmienić miejscówkę.

 

 

 

Paweł z naszym dubletem.

Tutaj też są okonie. Przy łodzi wklejają się piękne zieloniutkie okonie. Takiego okoniowego eldorado dawno z moim kompanem nie mieliśmy. Dokładne rzuty meldują kolejne okonie. I tak w kółko. Następny rzut i… Tym razem ryba jest wyraźnie większa, co sygnalizuje mi szczytówka mojego wędziska. Hamulec gra, a to “tygryski lubią najbardziej”. Ten okoń to już pogorzelski prawdziwy zbój! Ryba wzięła na “Impacta Power” w kolorze pomarańczowej perły.

Piękny okoń na Power Impact

 

Nie do końca zabliźniona rana ryby świadczy, że niedawno ktoś meldował tego okonia na łódce i darował mu życie. Dziś tym okazem mogłem cieszyć się ja.

Kolejne branie i energiczny hol. Jeszcze chwila i ponad 35 cm garbaty pozuje do zdjęcia. Piękny okoń! Dla takich brań i dla takich ryb tu przyjechaliśmy..

Taki okoń to już prawdziwy wędkarski rarytas.

 

Następny okoń na Smelt Shada firmy Phoenix. Ta przynęta to rewelacja tego sezonu.

Kilka godzin intensywnych brań pozwoliło wyciągnąć następujące wnioski. Ryby przy takiej aurze trzymają się blisko koryta rzeki. Najskuteczniejszy był boczny trok, który na głowę przebił głowę , a właściwie główkę. Ta druga metoda była dużo mniej kusząca dla ryb.

Ten okonek zasmakował w ciemnym Power Impact.

Kolejny okoń – tym razem na twister.

 

 

Jedna z najpiękniejszych ryb!

Łowienie na główkach przynosiło też zdecydowanie mniejsze sztuki. Długość troka miała ogromne znaczenie, ponieważ zbyt długi trok nie był w ogóle łowny. Najlepsza długość musiała oscylować w granicach 50 – 60 cm. To spora nowość ponieważ zazwyczaj okonie lubią tutaj troki ponad metrowe. Częsta zmiana przynęty pod względem koloru i rodzaju pozwoliła selekcjonować największe ryby. Pokusą nie do oparcia dla dużych garbatych był w tym dniu Power Impact i Power Smelt Shad podany na “bocznym”.

 

Kolejny okoń za chwilę odzyska wolność.

 

Tekst i foto: Piotr Cieślak, Marcin Cieślak foto : Paweł Cieślak, Piotr Cieślak

 

 

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress