Zawody

LETNIE, LEKKIE SPINNINGOWANIE !

                Lato to nie najlepszy czas na drapieżniki. Po bezrybnych zawodach okręgowych, razem ze spinningową bracią moczykijów postanowiłem powtórzyć próbę rozszyfrowania Zegrza. Podczas imprezy ryb było jak na lekarstwo stąd olbrzymia ilość zer w sektorze. Ten rok jest naprawdę ciężki, jeśli chodzi o łowienie na Zalewie. Miejsca, gdzie kiedyś ryby padały błyskawicznie, w ilościach dwucyfrowych to już historia. Obecnie z danej miejscówki łowi się dwie, trzy ryby. Czasem nie łowi się nic i to z teoretycznie pewnych “bankówek”.  Przekonaliśmy się o tym już jakiś czas temu polując na Zegrzyńskie Okonie.

Okoniowe “kapsle”. Tutaj musi być okoń.

Łowienie rozpoczynamy od podwodnych garbów. Nic się jednak nie dzieje.. Ryb po prostu nie ma.

Ciekawe naszych przynęt były nawet łabędzie 🙂

Ekran naszej echosondy pokazuje dobitnie gdzie teraz gromadzą się ryby. Temperatura wody bliska 25 stopni. W takich warunkach ryby szukają tlenu! Główny nurt i toń to teraz domostwo ryb. W przybrzeżnych partiach wody notuję jedno branie. Ryba niestety schodzi z haka.

W oczekiwaniu na branie.

Prowadzenie przynęty, też nieco inne ponieważ ryby są bardzo rozleniwione. Boczny trok prowokuje czasem mikro okonia, ale przecież nie po takie ryby tu przypłynęliśmy.

Ten okoń obiecał Pawłowi, że kiedyś urośnie i znowu da się złapać.

Nieco ciężej bo 7 gramową główką łowi Piotrek. Na zielone Diablo Phoenix łowca trafia takie oto garbate. Przynęta jak widać skuteczna i aż dziw bierze, patrząc na ryby, a rozmiary naszych spinningowych przynęt.

Pięknie ubarwiony garbusek.

Kopyto Phoenix Diablo w akcji.

 

Pamiętajcie o wypuszczaniu złowionych okoni. My robimy to zawsze!

 

Ja “ćwiczę” dalej Shinera. Przynęta ta to świetna alternatywa dla tradycyjnych kopyt. Na białą gumę z niebieskim grzbietem notuję dwa brania i wyciągam jednego okonia. Potężne branie i znowu ryba schodzi z haka. Szkoda kolejnej spiętej ryby … Ten sezon jest wyjątkowo trudny i kapryśny dla mnie jeśli chodzi o spinning.

Jeden z okoni – tym razem na Power Impacta

 

Na zdjęciu po lewej Shiner i Bleak Shad. Po prawej żółty Shiner przeszukujący płytkie warstwy wody.

Najskuteczniejszy okazuje się Power Impact do czego zdążyliśmy już przywyknąć. Boczny trok kusi do brania okonia w rozmiarze standard oraz garbusa w rozmiarze XL.

Ten okoń przekroczył już dawno 30 cm.

Powtórkę z rozgrywki robimy na pobliskich dołkach. Glinki podane olbrzymiej presji zawsze mają w zanadrzu jakąś niespodziankę.

Łowiąc lekko w płytkich zarośniętych “oczkach” wystarczy żyłka nr 0,18mm.

Mimo, iż ryby nie zawsze dużych rozmiarów, lubimy tu czasem pouganiać się  za pasiastym lub cętkowanym drapieżnikiem. Przywykliśmy już do rozmiarów szczupaków, które rzadko kiedy osiągają tutaj barierę wymiaru. Oprócz esoxów są też trudniejsze technicznie okonie.

Dopalenie gumy szczupakowym żelem przynosi spodziewane efekty.

Dla rasowych spinningistów wody te, to ciężki orzech do zgryzienia. Pełno zakamarków, roślinności i zaczepów to kryjówki,  nie do przeskoczenia. Mimo to skuteczność swoją potwierdza phoenixowski twister. Zarówno na boczny trok, jak i prowokację główkami reagują ryby. Szczupaki są małe, ale okonie to już fajny treningowy przyłów. Łowienie kończy Paweł takim oto garbusem.

Tekst : Marcin Cieślak, foto : Paweł Cieślak, Piotr Cieślak.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress